niedziela, 30 czerwca 2013

Bloglovin :)

Hej Kochane!

W związku z tym, że od jutra podobno przestaje działać Google Reader, idąc śladem pozostałych blogerek i ja zarejestrowałam się na Bloglovin. Mam nadzieję, że zmiany w funkcjonowaniu blogów po wyłączeniu Google Reader nie będą duże, ale przezorny zawsze ubezpieczony :)



Także jeśli macie ochotę to zapraszam Was do mnie na bloglovin TUTAJ lub klikając w baner po prawej stronie bloga ;)

Zapraszam do obserwowania :)

piątek, 28 czerwca 2013

Spóźniona relacja z II Świętokrzyskiego Spotkania Blogerek

Hej Kochane!!

Dzisiaj szybka,spóźniona relacja z II Świętokrzyskiego Spotkania Blogerek, które odbyło się 15 czerwca w Kielcach w kawiarni Tiffany Cafe ;)



Większość dziewczyn miałam okazję poznać już na I Spotkaniu, ale równie miło było mi nawiązać znajomości z nowymi osobami :) W sumie w spotkaniu udział wzięło nas 18 dziewczyn,  miało być 20, ale niestety 2 osoby nie dojechały z przyczyn niezależnych od nich, nad czym bardzo ubolewamy. Jednak mam nadzieję, że nic straconego i wszystko nadrobimy na następnym spotkaniu:)



Organizatorką spotkania była Monika z http://kulkaowszystkim.blogspot.com/  , za co serdecznie jej dziękujemy :) Zadbała ona nie tylko o wybór miejsca i jego rezerwację, ale także o uświetnienie naszego spotkania wizytą Przedstawicielki firmy Mariza, Pań z firmy Mary Kay, jak również nawiązała współpracę z firmami kosmetycznymi, które zechciały obdarować nas upominkami.



Podczas spotkania Aga z bloga kosmetykibeztajemnic.blogspot.pl wystąpiła z krótką opowieścią na temat składów kosmetyków. Przekazała wiele przydatnych informacji, mówiła na co zwracać uwagę i jakich składników powinnyśmy się wystrzegać. Przedstawiła także w sposób bardzo obrazowy jaki wpływ i działanie na naszą skórę ma parafina:) Dziękujemy :)


A to moje bezalkoholowe Mohito ;)


A o to firmy, które obdarowały nas upominkami :


I lista wszystkich uczestniczek :


Serdecznie dziękuję wszystkim uczestniczkom spotkania i mam nadzieję, że widzimy się na kolejnym :):)

niedziela, 2 czerwca 2013

Ulubieniec - Garnier - Wygładzające mleczko do ciała :)

Hej :)

W dzisiejszym poście chciałabym Wam pokazać mojego aktualnego ulubieńca w kategorii nawilżanie/pielęgnacja ciała:)

Jest to Garnier- Nawilżanie 7 dni. Wygładzające mleczko do ciała :)


Mleczko przeznaczone jest do skóry szorstkiej. Ma zapewnić długotrwałe nawilżenie, przy natychmiastowym wchłanianiu...czy tak jest rzeczywiście?

Używałam już wiele różnych kosmetyków nawilżających do ciała, ale żaden z nich nie spodobał mi się tak jak ten. Kupiłam za namową koleżanki i nie żałuję :)

Mleczko znajduje się charakterystycznej dla Garniera dużej, 400 ml butelce. Dzięki swojej budowie świetnie leży w dłoni i nie wyślizguje się. Dozownik również standardowy dla marki, mimo, że nie ma silikonowego zabezpieczenia chroniącego przed wylewaniem produktu, to nic nie wydostaje się na zewnątrz. Można z łatwością wydobyć tyle produktu, ile w danym momencie potrzebujemy.



Mleczko ma delikatną, raczej rzadką konsystencję, dzięki czemu świetnie się rozprowadza i faktycznie momentalnie wchłania. Bardzo nie lubię lepkiego,tłustego filmu na skórze, który pozostawiały inne balsamy, tutaj tego problemu nie ma, z czego jestem ogromnie zadowolona. Jest to niewątpliwie duuuży plus :)


Kolejnym + jest zapach... cudnyyy....świeży, delikatny z wyczuwalną nutą mango:) Bardzo przypadł mi do gustu:)



Największym plusem jest jednak jego działanie. Tak jak obiecuje producent skóra jest znacznie bardziej gładka i dobrze nawilżona. Dla mnie rewelacja:)
Mam problemy z suchą, szorstką skórą na ramionach, a to mleczko świetnie sobie z nimi radzi.
Dodatkowo zauważyłam, że odkąd używam tego mleczka, pozbyłam się podrażnień po depilacji nóg, które były moim sporym problemem. Teraz te okropne czerwone kropeczki po prostu się nie pojawiają :)

Podsumowując, ja ze swojej strony bardzo polecam !Wypróbujcie to mleczko jeżeli tak jak ja potrzebujecie nawilżenia, wygładzenia, a nie lubicie długiego wchłaniania innych produktów i lepkiej warstwy na skórze. Za około 13 zł (cena w promocji 11,99 lub 12,99) otrzymujemy naprawdę dużą butlę świetnego produktu :)

Miałyście to mleczko? jak się u Was sprawdziło?
A może macie jakiegoś swojego ulubieńca w tej kategorii? Piszcie! chętnie poczytam i wypróbuje coś nowego :)

Cmok

wtorek, 28 maja 2013

Powracaaaam...;) The Balm - Hot Mama :)

Hej Kochane!

Witajcie po mega długiej przerwie. Nie było mnie tutaj tyle czasu, ale cały czas w miarę możliwości śledziłam  
Wasze blogi, nowe posty i nowinki kosmetyczne. W moim życiu przez cały ten czas działo się bardzo dużo, wiele zmian,wiele przeżyć, wiele zajęć, ale takie już jest coś mija, kończy się, żeby coś mogło się zacząć, żeby mogło być inaczej :)
Przez cały ten czas towarzyszyła mi myśli, że nic nie dzieje się przypadkowo. Wszystko ma swój sens i cel, a każde nowe doświadczenie to nauka na przyszłość. Może to banalne, ale bardzo prawdziwe. Pozwala patrzeć i myśleć pozytywnie nawet, gdy jest ciężko :)
To by było na tyle, tak w kwestii małych wyjaśnień mojej nieobecności.

Teraz powracam i przede wszystkim chciałabym Wam podziękować, za to, że cały czas byłyście tutaj. Każde odwiedziny bloga, każdy nowy komentarz czy nowy obserwator to mega radość:) baaaardzo dziękuję :*:*


A teraz pokażę Wam róż do policzków, pewnie dobrze Wam znany, ale skradł moje serce w ostatnim czasie i używam go praktycznie codziennie :)

Mowa o....The Balm - Hot Mama :)


Kiedy tylko w moim mieście otwarto perfumerię Marionnaud, pierwsze o czym pomyślałam to kosmetyki The Balm. I tak to oto cudeńko wpadło w moje ręce :)


Róż ma 7 gram i mieści się w solidnym kartonowych pudełeczku. Jest poręczny i zajmuje niewiele miejsca. W opakowaniu znajduje się spore lusterko, nie znajdziemy w nim jednak żadnego aplikatora ani pędzelka. Dla mnie to jednak nie problem, używam pędzla do różu Hakuro.


Kolor jest po prostu cudny, zdjęcia nie oddają efektu jaki można nim uzyskać. Tworzy na policzkach śliczny efekt brzoskwiniowo-złotej tafli. Jest tak uniwersalny, że będzie pasował praktycznie do każdej karnacji i do każdego typu urody. Można stosować go solo, można mieszać z pudrem brązującym lub innymi różami w celu ich ożywienia. Przy jego zastosowaniu rozświetlacz staje się zbędny.



Kosmetyk jest niesamowicie napigmentowany i jedynie lekkie muśnięcie pędzlem wystarcza na całą aplikację. Trzeba uważać, bo łatwo z nim przesadzić i uzyskać przerysowany efekt.

Konsystencja jest bardzo przyjemna, kosmetyk nie pyli i nie osypuje się podczas aplikacji. Ładnie się rozprowadza i świetnie stapia się ze skórą.

Może być stosowany także jako cień do powiek :)


Od dawna żaden kosmetyk nie zrobił na mnie takiego wrażenia:) Mimo, że jestem zwolenniczką matowych róży to ten uwielbiam i polecam spróbować, jeśli tylko macie taką możliwość:)

I jeszcze mała zapowiedź tego, co będziecie mogły zobaczyć niebawem na blogu:)



Czego jesteście ciekawe? Czego recenzję chciałybyście zobaczyć jak najszybciej?

Pozdrawiam :):)

środa, 27 lutego 2013

Inglot- Nail Whitener

Hej :)

Bohaterem dzisiejszego posta będzie mój ulubieniec w ostatnim czasie czyli lakier Inglot-Nail Whitener :)


Lakier kupiłam ponieważ zauważyłam, że moje paznokcie są zmęczone ciągłym malowaniem i zmianami koloru. Miały brzydki, żółty odcień i postanowiłam, że troszkę je zregeneruję :)

Dostępność: wyspy i sklepy Inglot

Cena: około 24 zł



Najlepiej na paznokciach wyglądają 2 warstwy, jedna to stanowczo za mało, a trzy mogą dawać już nieco sztuczny efekt.


Jak Wam się podoba taki efekt? używałyście kiedyś lakierów wybielających, czy zawsze stawiacie na kolor na paznokciach?

Buziaki :)

poniedziałek, 4 lutego 2013

Aromatycznie :)

Hej Kochane!

Dzisiaj post typowo zimowy :) czyli kominkowe aromatyzowanie mieszkanka :)
Pod wpływem Waszych postów i recenzji postanowiłam kupić kominek do palenia wosków i olejków zapachowych.
Z racji tego, że wszystkie zapachy odbieram  dosyć intensywne i wiele  z nich po prostu mnie drażni, stwierdziłam, że póki co kupię jakiś tani kominek i sprawdzę, czy taka aromaterapia jest dla mnie i nie będzie wywoływała u mnie bólu głowy.


Kupiłam więc kominek w Rossmannie za 9,99 zł i uważam, że póki co jest okej. Jeżeli taka zabawa mi się spodoba na pewno kupię jeszcze jakiś inny :)

Do koszyka wpadł także od razu grejpfrutowy olejek zapachowy :)
koszt to 5,99 zł

Oraz na stoisku Organique zakupiłam mój pierwszy wosk Yankee Candle:


Wybór był niesamowicie mały więc zdecydowałam się na ten, który wydał mi się najdelikatniejszy i najmniej drażniący :P zobaczymy jak się sprawdzi, chociaż chętnie spróbowałabym czegoś zdecydowanie bardziej zimowego czyli czekoladowego, ciasteczkowego itp.
 kosztował 7,99 zł


A tak wygląda już płonący kominek :


Teraz kiedy do Was pisze unosi się już wokół mnie świeży zapach grejpfruta :) Póki co jestem jak najbardziej na TAK :) zobaczymy co będzie dalej... ;)

A Wy lubicie takie zapachowe wariacje? Macie swoje kominki? Wolicie olejki czy woski? Gdzie kupujecie swoje Yankee Candle? a może znacie jakieś inne równie fajne woski?
 Piszcie, chętnie poczytam wszystkie Wasze opinie i podpowiedzi  :)

sobota, 12 stycznia 2013

Rival de Loop - Hydro - żel nawilżający

Hej!

Dzisiaj recenzja produktu, który pokazywałam Wam w ostatnim poście, a dokładniej Żelu nawilżającego z Rival de Loop :)


Od producenta: 



Dozownik : wygodna pompeczka, nie zacina się



Skład:



Konsystencja: żelowa, dość rzadka, lekko niebieska



Cena: około 11 zł / 30 ml

Dostępność: Rossmann

Moja opinia: Kupiłam ten żel właściwie pod wpływem chwili, kiedy zauważyłam, że  moja mieszana cera, zaczyna być w niektórych miejscach zbyt mocno przesuszona i ściągnięta. Nie miałam pomysłu czym i w jaki sposób mogłabym ją nawilżyć i tak całkiem przypadkowo trafił w moje ręce ten żel. Cena jest niska, więc stwierdziłam, że można spróbować :)
I tak....
Ja stosuję produkt, tylko i wyłącznie na noc, nigdy na dzień i z takim zamiarem go zakupiłam. Miała to być taka moja mała nocna regeneracja :) Zapach mi się nie podoba, dla mnie podchodzi pod męskie kosmetyki, ale na szczęście w krótkim czasie ulatnia się i jest niewyczuwalny. Produkt pozostawia na skórze odrobinę lepką warstwę, co też po jakimś czasie mija, a że nakładam produkt na noc to kompletnie mi to nie przeszkadza :) Wiem jednak, że dla niektórych może to być problem.
Co do działania, nie zaobserwowałam jakichś spektakularnych efektów, ale nawilżenie jest zauważalne. Rano budzę się ze zdecydowanie lepiej wyglądającą buzią, nie ma uczucia ściągnięcia i przesuszenia. Twarz jest przyjemnie napięta. Dla mnie produkt spełnił swoje zadanie, nie wiem jak sprawdziłby się do zastosowania na dzień, pod makijaż. Obawiam się, że mogłoby być kiepsko, ale ja w  kategorii kremu pod makijaż mam już swojego faworyta, więc nawet nie próbuję niczego innego... ale o tym niebawem.... ;)

Jestem ciekawa czy miałyście do czynienia z tym żelem? jak sprawdził się u Was?  może macie jakiś inny ulubiony produkt z Rival de Loop ? albo swojego ulubieńca do stosowania na noc? chętnie o tym poczytam... :)

Pozdrawiam, Cmok